piątek, 14 grudnia 2012

Part one.








Powolnym ruchem co chwila stukam palcem w klawisz ze strzałką, dłużej zatrzymując się na zdjęciach, gdzie widać chociażby odrobinę Twojej osoby. Przeskakuję z galerii do galerii, i – mimo że większość zdjęć się powtarza – przeglądam je wszystkie po kolei, żeby mi nic nie umknęło. Od meczu w Łodzi minęło już kilka dni, a ze mną zamiast lepiej, jest gorzej. Patrzę na Twoje krótko obcięte włosy, które od razu kojarzą mi się – nie wiedzieć czemu – z więzieniem. Ale nawet to mi nie przeszkadza, dla mnie jesteś idealny w każdym calu. Wszędzie widać Twoje zdjęcia, praktycznie nie ma artykułu, w którym nie byłoby o Tobie wzmianki. To nie ułatwia sprawy. Wciąż nie mogę sobie darować, że nie zrobiłam wszystkiego, żeby spełnić swoje marzenia. Ale za własną głupotę trzeba płacić, w moim przypadku bardzo boleśnie. Jestem zmęczona tą sytuacją i postanawiam – to koniec. Nie z siatkówką, ale z Tobą. I z wyjazdami na mecze na razie też. Muszę zacząć terapię, jaką jest uwalnianie się od Ciebie i życie realnym światem, z ludźmi, którzy są osiągalni. Nie mogę przecież spędzić całego życia w nadziei, że w końcu cud się stanie i będziesz u mojego boku. Nie wierzę w cuda. Cuda się po prostu nie zdarzają. Nie mi.



Uświadamiam sobie, że dzisiaj muszę się stawić na noc w pracy. Całkowicie nie mam na to ochoty, najchętniej położyłabym się do łóżka z kubkiem gorącej herbaty, wzięła laptopa i obejrzała jakiś film, który choćby na trochę odciągnął moje myśli od Ciebie. Niestety, nie mam takiej możliwości a wiem, że w pracy będę miała całą długą noc na rozmyślanie. I coś czuję, że wnioski wcale mnie nie podbudują. Wchodzę więc do budynku jak na ścięcie. W pomieszczeniu socjalnym widzę garstkę ludzi, którzy jak ja czekają na wybicie godziny zero. Jest nas mało, więc zapewne zejdzie się całą noc. Nad naszą pracą czuwa kierownik i koordynator. Ten pierwszy ewidentnie mi kogoś przypomina, jednak nie mogę sobie przypomnieć, gdzie widziałam tą twarz. Zaskakujące, ale wpada mi w oko. Czy to możliwe, że istnieje szansa, abym wyleczyła się z Ciebie? Z jednej strony przecież właśnie tego pragnę, tylko na to czekam. Jednak z drugiej nie wyobrażam sobie, że mogłabym zwrócić uwagę na kogoś innego, bo może jeśli poczekam, uzbroję się w cierpliwość, to ten cud w postaci Twojej osoby się stanie. Takie myśli towarzyszą mi przez cały czas pracy, aż do 3.30 rano, kiedy to oznajmiają nam, że to tyle na dzisiaj. Okazuje się, że nie mam jak wrócić do domu. Świetnie. Jak nie urok, to... Ku mojemu zdziwieniu facet, który wpadł mi w oko proponuje, że odwiezie mnie i moje koleżanki do domu. Zgadzam się. Nie dość, że wrócę do domu wcześniej, to jeszcze może w jakiś sposób nawiążę z tym facetem konwersację? Łapię się tej myśli jak deski ratunkowej. Poniekąd jest to moja deska ratunkowa, taka która pozwoli mi zacząć naprawdę żyć, przestać tak często myśleć o Tobie. Może istnieje szansa, żebyś nie był pierwszą myślą, z którą się budzę i ostatnią, z którą zasypiam. Wracam do domu przed 5 rano i po raz pierwszy od dłuższego czasu zasypiam z nadzieją, że może jeszcze dobrze, że może się z Ciebie wyleczę i zacznę normalnie żyć – i to może już całkiem niedługo.

piątek, 7 grudnia 2012

Beginning.



14.11.2012

 I'm falling asleep and i dream that you're mine...



Siedzę w Łódzkiej Atlas Arenie. Do początku meczu została jeszcze godzina. Na ten mecz czekałam od momentu, kiedy było wiadomo, że Skra zagra z Dynamo. Mimo, że kontuzja uniemożliwia Ci znalezienie się w meczowej dwunastce, Ty i tak tu będziesz. Po raz pierwszy od wyjazdu do Rosji odwiedzisz Polskę i będziesz patrzył, jak Twoja obecna drużyna walczy o wygraną z drużyną, którą po czterech owocnych sezonach opuściłeś, aby się dalej rozwijać. Wiem, że masz się pojawić gdzieś na trybunach i od dłuższego czasu przeczesuję halę w nadziei, że migniesz mi gdzieś w tłumie. Niestety, nadaremno. I w końcu koleżanka trąca mnie łokciem, a brodą wskazuje miejsce, w którym siedzisz – na płycie boiska, tuż za bandami. Siedzisz jak gdyby nigdy nic – tak blisko a tak daleko zarazem. Przez większą część meczu jesteś nieobecny, wpatrzony w ekran swojego telefonu. Wiem to, ponieważ nie mogę się powstrzymać by co i rusz nie zerknąć w Twoją stronę. Nawet nie wiesz ile bym dała, by móc tam siedzieć teraz przy Tobie... W pewnym momencie spoglądasz prosto w moją stronę, i mimo, że zapewne w tym tłumie ludzi nawet mnie nie widziałeś, to jednak wyglądało to tak, jakbyś patrzył się prosto w moją stronę, na mnie. Zostaje nadzieja, że może to nie było tylko moje złudzenie, że rzeczywiście przyciągnęłam Twoją uwagę.



Jak to wszystko się zaczęło? Sama nie wiem. Nie potrafię wskazać konkretnej daty i w sumie powodu, dla którego kilka miesięcy temu włączyłam mecz siatkówki i – mimo że nie znałam się na zasadach i nie kojarzyłam żadnej twarzy – kibicowałam naszej reprezentacji z całego serca. A potem już nie było odwrotu, pokochałam siatkówkę nad życie. Gdzieś w międzyczasie w wywiadach pojawiłeś się Ty. Taki skromny, uroczy, o cudownych niebieskich oczach. Na początku kompletnie nie zwracałam na Ciebie uwagi. Jednak z każdym kolejnym wywiadem i zdjęciem zaczęło się to zmieniać. Wtedy wpadłam po uszy. Jak na kobietę przystało. Aż w którymś z artykułów zobaczyłam Twoje zdjęcie z drobną blondynką, o ostrych rysach twarzy. I nie było to zdjęcie z fanką – fanki się tak nie przytula, nie całuje w czoło, nie obejmuje ramieniem i nie wpatruje z taką czułością. Mój świat się rozpadł. Ale co ja sobie głupia myślałam? Że taki facet jak Ty chodzi samotnie po tym świecie? I że taka zwykła, szara, przeciętna dziewczyna może mieć szanse u Ciebie? Przecież takie rzeczy się nie zdarzają, nie w moim świecie. To jednak nie osłabiło mojego zainteresowania Twoją osobą, czułam, że wplątuję się w to coraz bardziej, mimo że rozsądek podpowiadał, że to nie skończy się dla mnie dobrze, że znowu będę płakać w poduszkę nas sobą i swoim beznadziejnym życiem. Serce zignorowało rozum i postanowiło rządzić się własnymi prawami.



Nie mogę tego nazwać zakochaniem. Ponieważ jak można zakochać się w kimś, kogo zna się jedynie z wywiadów? Myślę, że wszystkie te odczucia, jakie mi towarzyszą, to swego rodzaju obsesja. Tylko jeśli rzeczywiście tak jest, to dlaczego tak bardzo zabolała mnie wiadomość, że do Rosji wyjechałeś właśnie z nią? Królowa Śniegu – bo tak ją nazwałam – towarzyszy Ci tam w codziennym życiu, co raczej oznacza tylko jedno: traktujesz ten związek bardzo poważnie. I wtedy coś mnie zakuło w sercu. Ostatni raz czułam się tak, kiedy byłam niesamowicie mocno zakochana w mężczyźnie, który był na wyciągnięcie ręki, a który wybrał moją koleżankę. Od tamtego czasu minęło kilka lat, podczas których uczucie zakochania czy jakiegokolwiek zainteresowania drugą osobą było mi obce. Zapomniałam już jak to jest, gdy widzi się ukochaną osobę z kimś innym. I poczułam to właśnie niedawno, i to do Ciebie - człowieka, którego nawet nie znam. A muszę przyznać, że nie należę do osób, które są z byle kim, obdarzając swoim zainteresowaniem a następnie uczuciem dziesiątki facetów. Więc co to jest? Co się ze mną dzieje? Potrzebuję cudu. Cudu w Twojej osobie. Spotkania, rozmowy, byś mnie zauważył. Bo już tracę nadzieję na to, że jeszcze coś dobrego może mnie spotkać. Potrzebuję uwierzyć, że wcale nie jestem beznadziejna, że moje marzenia nie są nierealne a ja sama mam szansę na ich spełnienie. I need to believe, that something extraordinary is possible.



Tak więc jestem na meczu Skra vs Dynamo z nadzieją, że może uda mi się Cię spotkać, zamienić kilka słów, może nawet nawiązać znajomość na dłużej. To mój pierwszy mecz na żywo, więc nie wiem, czego się spodziewać. Emocje na hali są niesamowite, 4 sety mijają w zaskakująco szybkim tempie i zanim się zorientowałam, mecz dobiegł końca, a Ty wstajesz ze swojego miejsca. Wodzę za Tobą wzrokiem nie tracąc nadziei, że dostanę to, po co tu przyjechałam. Jakże bolesne jest moje rozczarowanie kiedy okazuje się, że nie mogę się dostać na płytę boiska! A Ty stoisz kilka metrów przede mną, jesteś na wyciągnięcie ręki, widzę Cię w całej okazałości. I mam ochotę się rozpłakać, bo oto moje marzenia, tak bliskie spełnienia, po prostu legły w gruzach. Idziesz dalej do grupki rozwrzeszczanych gówniarzy. A ja stoję tam, gdzie stałam i nie mogę się ruszyć. W głowie kołacze mi jedna myśl: przepadło, zmarnowałaś swoją szansę, jesteś idiotką. To koniec, nie zamierzam już walczyć bo wiem, że zmarnowałam okazję. Zbieram więc swoje rzeczy i posyłam Ci ostatnie tęskne spojrzenie wiedząc, że to mógł być pierwszy i ostatni raz, kiedy widziałam Cię na żywo. I z tą myślą opuszczam Atlas Arenę, do której nie wiem, czy jeszcze kiedyś zawitam.